Moje rowerowe EDC


Co i dlaczego warto ze sobą wozić

Jak powszechnie wiadomo, na rower lepiej nie wychodzić bez choćby podstawowych narzędzi chyba, że jedzie za Tobą wóz serwisowy… za mną niestety nie jeździ. O tej konieczności przekonałem się na własnej skórze, kiedy dwa lata temu na trasie strzeliła mi szytka. Zapas oczywiście w domu, szczęście w nieszczęściu, już wracałem, ale i tak 15km spacerem w szosowych zatrzaskach – żadna frajda. Od tamtej pory podjąłem dwie decyzje – bez zapasowej gumy nie jeżdżę oraz koniec z szytkami.
Jako że jeżdżę na szosie o mtb, podzielę artykuł na dwie części. Podstawą oczywiście jest coś do picia, jedzenia i awaryjnie kilka PLN, ale nie będę pisał co konkretnie, bo jeden woli wodę i kanapki a inny izotonik i żelki energetyczne.

Szosa

Zawsze warto mieć ze sobą multitoola. Ja używam PRO bo zdaje się być solidny, ma z grubsza wszystkie klucze, których mogę potrzebować na trasie i był na promo 😉 po co? Śrubki lubią się luzować w najmniej oczekiwanym momencie, lepiej zaradzić temu od razu.

Druga sprawa – zapasowa dętka. W razie złapania gumy szybciej będzie założyć nową niż bawić się w klejenie. Co do pompki, zainwestowałem w Sigmę pod naboje co2, mniejsza i sprawniejsza opcja niż jakakolwiek minipompka, ale czas pokaże, czy to słuszny wybór. Do tego oczywiście łyżki (u mnie B’twin z Decathlonu), palcami byłoby trudno zdjąć szosową dętkę.

Jeśli jakimś cudem strzeliły obie dętki (może przejechałeś przez kolczatkę w czasie pościgu?) z pomocą przyjdzie zestaw do łatania. Wolę klasyczne łatki i klej, sposób bezpieczniejszy i trwalszy niż samoprzylepne.

MTB

Poza oczywistym multitoolem jest kilka rzeczy, które zabieram ze sobą do lasu. Przede wszystkim koła mam tubeless, więc zamiast dętki wożę zestaw do naprawy opon. Z mniejszymi dziurami poradzi sobie mleczko, ale do większych wolę coś mieć, żeby nie musieć dreptać do domu, ale załatać doraźnie dziurę w terenie bez konieczności zdejmowania opony. Sam na szczęście nie musiałem jeszcze z tego korzystać, ale metoda podobno skuteczna – zobaczymy.

Jak już załatamy dziurę, to czymś wypadałoby napompować koło. Tu akurat wożę minipompkę, bo przy oponach 27+ pewnie potrzebowałbym ze 2 naboje na koło, żeby nabić je do znośnego ciśnienia. Przy moim obecnym zestawie nie potrzeba strzału, żeby opony wskoczyły na miejsce, więc to wystarczy. Na pompkę oczywiście nawinięty kawałek ducttape’a, nigdy nie wiadomo kiedy i do czego może się przydać 😉

Oprócz tego zawsze noszę kilka długich i krótkich trytytek, tak jak z taśmą – nigdy nie wiadomo kiedy mogą okazać się pomocne. Do tego zapasowe klocki, kawałek papieru ściernego, kluczyk do wentyli i trochę smaru do łańcucha. To czego brakuje na zdjęciu to trochę zapasowego mleczka do opon.

Ostatnią rzeczą jest kurtka przeciwdeszczowa. Wczesna wiosna była jaka była w tym roku, więc nie raz się przydała, więc tak już zostało, że wożę ją ze sobą. Nie zajmuje dużo miejsca ani nie waży wiele, natomiast jest przydatna.

 

A wy co wozicie ze sobą na co dzień? Zapraszam do pisania swoich EDC w komentarzach, z chęcią uzupełnię swoje.

 

2 odpowiedzi do “Moje rowerowe EDC”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

one + 6 =